Trafiłem do tej Wspólnoty 28 lat temu w momencie, kiedy wiedziałem, że sam nie udźwignę swojego życia. Gdybym nie miał wtedy wiary w Boga i gdzieś głęboko ukrytej nadziei na zbawienie, zamiast szukać pomocy skończyłbym ze sobą… Byłem wówczas złamany jak gałązka. Jednak Opatrzność Boża szybko zadziałała. Przez jednego studenta trafiłem do s. Bożeny i na Studium Życia Chrześcijańskiego (teraz nazwane - Szkołą Jezusa), gdzie na pierwszym spotkaniu, w którym uczestniczyłem, poprosiłem o modlitwę. Wtedy Pan zaprosił mnie na indywidualną modlitwę wstawienniczą. Na tej modlitwie Bóg rozpoczął mój proces uzdrawiania. Ten proces trwa do dzisiaj i nie byłby możliwy bez tych osób, które wtedy się za mnie modliły i modlą po dziś dzień.
Nieprzyjaciel nadal próbuje mnie złamać jak gałązkę, ale teraz nie jestem sam. Jestem w pęku wielu gałązek. A pęku wielu gałązek już tak łatwo nie da się złamać. Pan Jezus powiedział, że trzciny nadłamanej nie złamie, ani tlącego się knotka nie dogasi. Ten fragment Ewangelii to moje życie. Ja jestem trzciną nadłamaną i tlącym się knotkiem.
Jestem wdzięczny Bogu za dar tej Wspólnoty, gdzie nikt mnie nie złamał, ani nikt mnie nie dogasił. Nie jestem osobą towarzyską i rzadko kiedy potrafię wyrazić co we mnie jest. A jest we mnie wdzięczność. Dziękuję Wam, że jesteście.