W 13 rozdziale Ewangelii wg św. Łukasza jest scena, w której Pan Jezus w szabat uzdrawia kobietę pochyloną od 18 lat. Mogę śmiało utożsamić się z tą kobietą w kluczowych kwestiach.
Są pewne różnice:
- Ona cierpiała 18 lat, ja ok. 26.
- Ona została uzdrowiona w jednym momencie, moje uzdrowienie to długi proces.
Ale poza tym jej sytuacja i moja są niemal identyczne:
- Byłem pochylony jak ona. Nie potrafiłem wznieść oczu duszy ku Bogu. Dużo się modliłem, ale nie byłem w stanie uwierzyć, że moja modlitwa zostanie wysłuchana. Jednak mimo to modliłem się i korzystałem z sakramentów. To były owoce wiary (wtedy tego nie rozumiałem). Wiary, którą miała również ta kobieta, gdyż Jezus nazwał ją „córką Abrahama”. Potwierdził tym samym, że miała wiarę Abrahama – wierzyła wbrew nadziei. Ja podobnie - co było absolutnie cudem Bożej łaski.
- Jej pochylenie było spowodowane niewolą nieprzyjaciela. Moje również. Moje „pochylenie”, było efektem pewnego zdarzenia. Był to taki cios wroga, że wewnętrznie zgiąłem się w pół (zupełnie jak ta kobieta).
Od tamtej pory nie byłem w stanie podnieść swego wzroku ku Bogu. Niewola była tak silna, że nawet zewnętrznie przez wiele lat chodziłem ze spuszczoną głową, patrząc się w ziemię.
Teraz jestem w stanie rozglądać się wokoło siebie. Potrafię spojrzeć w niebo i po prostu zachwycić się tym pięknem, które Bóg stworzył.
- To na zewnątrz. A wewnętrznie?
Jestem w stanie oczami wiary dostrzec Boga każdego dnia.
ON był obecny w całej mojej historii:
- tej makabrycznie trudnej, kiedy nie widziałem sensu mojego życia, a nieprzyjaciel podsuwał mi myśli samobójcze;
- kiedy doświadczałem swojej nędzy i słabości, kiedy psychika ledwo wytrzymywała pod ciężarem samooskarżeń;
- kiedy Go nie widziałem i nie czułem – kiedy był dla mnie wielkim nieobecnym.
Bo jak można wytłumaczyć to, że wciąż modliłem się, chociaż moja modlitwa przez te 26 lat nie przynosiła tego, o co prosiłem? Nie przynosiła mi też ulgi. Jedynie modlitwa innych mnie umacniała i podtrzymywała w nadziei.
Jak wytłumaczyć to, że korzystałem z sakramentów, że nie przestałem się spowiadać, choć nie widziałem owoców.
To, że jeszcze chodzę po tym świecie i wierzę w Tego, który go stworzył i odkupił, jest największym cudem Jego łaski.
Teraz dopiero zaczynam Boga chwalić i uwielbiać, i przede wszystkim - dziękować Mu. On jest we wszystkim.
Bogu niech będą dzięki!